To tutaj, na rynku, zaczyna się najsłynniejsza żorska katastrofa. Wieczorem 11 maja 1702 roku wśród ciasnej, drewnianej zabudowy wybuchł pożar, który w kilkanaście minut zamienił serce miasta w morze ognia.
Pożar, który zabrał burmistrza
Płomienie strawiły rynek, przyległe ulice i miejski kościół św. Filipa i Jakuba. W dymie i czadzie zginął ówczesny burmistrz, Marcin Scholtz — a wraz z nim wielu mieszkańców. Dla niewielkiego miasta była to rana, o której pamięć przetrwała ponad trzy stulecia.
Ślubowanie tej samej nocy
Ocaleni jeszcze tej nocy złożyli ślub: co roku, tego samego dnia, wyjdą wieczorem z pochodniami w procesji i będą prosić o ochronę przed ogniem. Tak, dokładnie w tym miejscu, narodziła się tradycja Święta Ogniowego — o jej dalszych losach opowiada inny punkt naszej gry.
Rozejrzyj się po kamienicach wokół rynku. Każda stoi na miejscu, które choć raz widziało ogień — a mimo to plac wciąż tętni życiem.